Ojj czas przy dziecku leci. Nawet niewiem kiedy a tu już 10ta a za chwile wieczór. Mała coraz mniej śpi, szuka wzrokiem nas i chce żeby jej śpiewać. Te wielkie oczy szczególnie nocą przerażają mnie a przemawia do niej tylko jedna piosenka..także i mi i Marcinowi śni się ona już po nocach:) Ogólnie jednak jest pięknie. Ja czuje się coraz lepiej. W środe położna ściągneła mi większość szwów jutro jeszcze kilka i powinno już być super. Już jest lepiej bo nic mnie nie boli, nie ciągnie tylko wkurza mnie,że jeszcze jestem słaba. Mam problem by dłużej małą ponosić, kiedy wstanę zbyt gwałtownie aż mi się ciemno robi przed oczami..ale mam nadzieje, że lada dzień dojdę do siebie całkowicie..wkońcu już bliżej końca tego wszystkiego niż dalej:)
Dziś byliśmy z małą w przchodni, wszystko z nią w porządku i przybrała od czasu wyjścia ze szpitala 200 gram..także wróciliśmy do wagi urodzeniowej. Na 2 sierpnia mamy zaklepane pierwsze szczypienia i właśnie podali nam kilka wariantów. Te normalne darmowe z NFZ, jakieś za 70 zł bez żółtaczki i za 180zł z nią. Te pierwsze to zastrzyk w rączkę,nóżkę i do buźki a te dwie kolejne chyba tylko 2 także niewiem co wybrać ale myślimy by wziąść i te 180 zapłacić. Doświadczone mamuśki a Wy na które się decydowaliście??
Następnym razem będą fotki już nasze bo czas ucieka a my tak mało zdjęć małej robimy.
Pozdrawiam w ten nie zbyt ładny dzień..gdzie te piękne lato..??
czwartek, 30 czerwca 2011
sobota, 25 czerwca 2011
O wszystkim..
Pobyt w szpitalu dał mi jeden plus a przynajmnej tak mi się wydawało mianowicie-podleczyłam pogryzione brodawki. Jednak co z tego jak tuż po powrocie do domu zamiast być to tym wyjątkowym dniem był dla mnie jednym z gorszych. Kiedy przyjechałam stęskniona położyłam się z małą by mogła possać pierś. Po raz pierwszy od porodu nic nie bolało a ona tak pięknie piła i wzdychała po cichu. Myślałam,że obie tego potrzebowałyśmy..nawet byłam gotowa całkowicie wykluczyć butle ale niestety wieczorem pojawił się u Julity potworny ból brzuszka. Okazało się,że wystarczyło by przez 1 dzień nie piła mojego mleka(przez narkoze w trakcie zabiegu) by jej brzuszek przestał tolerować moje leki. Prawdopodobnie zaszkodziły jej też leki które dostawałam przeciwbólowe w szpitalu a żaden idiota nie powiedział mi, że mogą być niebezpieczne a przecież wiedzieli że karmię. Przez ten jej płacz kilkugodzinny załamałam się i podjełam decyzje..odstawiam. Do tej pory kiedy widzę jak szuka serce mnie boli ale ja już z tego wszystkiego nie mam ani kropli mleka. Niewiem dlaczego ale odczuwam to jako porażkę. Wiem,że nie mogłam nic zrobić,że te wszystkie komplikacje to nie moja wina ale źle mi z tym wszystkim..gdzieś po drodze załamałam się nie raz i pewnie to jest głównym powodem straty pokarmu. Jedyne pocieszenie to takie,że małej smakuje i odpowiada mleko z butli i już nawet 90 się domaga.
Wogule jaka jest? Cudowna, dużo się śmieje, przez sen prawie cały czas mruczy, nie lubi kiedy ma jednorazowo posikanego pampersa więc zdarza się,że zmieniamy go 2 razy w ciągu godziny..taka delikatna.
Wczoraj Julitka była na pierwszym spacerku z tatą bo ja narazie chodzić nie mogę. Moje dni mijają na wiecznym leżeniu, wietrzeniu rany i myciu jej. Po każdym wyjściu z toalety oglądam lusterkiem czy wszystko dalej się trzyma..taka jestem już spanikowana ale liczę,że jak w poniedziałek przyjdzie położna to pocieszy mnie,że wszystko się wkońcu goi. Jestem zmęczona już całą tą sytuacją bo babcie nad nami wiszą..ale bez nich nie dalibyśmy rady, Marcin dzielnie wstaje w nocy karmi,przebiera, nosi kiedy marudzi tylko kupek gigantów się boi choć dzielnie towarzyszy mi przy sprzątaniu ich:) Mała jest strasznie silna już podnosi główkę nawet przemieszcza mi się w łózeczku co wydawało mi się na kilkudniowe dziecko niemożliwe. Co do mojej figury to niedługo wstawie jakieś foto ale muszę wam powiedzieć,że wróciłam do swojego rozmiaru. Na wagę nie wchodzę bo moja cygani ale widzę po ubraniach,że mieszczę się we wszystko nawet brzuch mam minimalny..cóż jednak to prawda,że nerwy, łzy i łóżko potrafią z człowieka wyciągnąć wszystko..
Ogólnie mimo mojej niedyspozycji jestem najszczęśliwsza na świecie..dumna z Marcina i zakochana w małej:) Kocham ich obojga szczególnie kiedy patrzę na małą i widzę,że przez sen robi jej się ten sam grymas na buźce co tatusiowi:) Ale nie przeszkadza mi,że tylko dół ma po mnie:)
Spokojnego weekendu:)
Wogule jaka jest? Cudowna, dużo się śmieje, przez sen prawie cały czas mruczy, nie lubi kiedy ma jednorazowo posikanego pampersa więc zdarza się,że zmieniamy go 2 razy w ciągu godziny..taka delikatna.
Wczoraj Julitka była na pierwszym spacerku z tatą bo ja narazie chodzić nie mogę. Moje dni mijają na wiecznym leżeniu, wietrzeniu rany i myciu jej. Po każdym wyjściu z toalety oglądam lusterkiem czy wszystko dalej się trzyma..taka jestem już spanikowana ale liczę,że jak w poniedziałek przyjdzie położna to pocieszy mnie,że wszystko się wkońcu goi. Jestem zmęczona już całą tą sytuacją bo babcie nad nami wiszą..ale bez nich nie dalibyśmy rady, Marcin dzielnie wstaje w nocy karmi,przebiera, nosi kiedy marudzi tylko kupek gigantów się boi choć dzielnie towarzyszy mi przy sprzątaniu ich:) Mała jest strasznie silna już podnosi główkę nawet przemieszcza mi się w łózeczku co wydawało mi się na kilkudniowe dziecko niemożliwe. Co do mojej figury to niedługo wstawie jakieś foto ale muszę wam powiedzieć,że wróciłam do swojego rozmiaru. Na wagę nie wchodzę bo moja cygani ale widzę po ubraniach,że mieszczę się we wszystko nawet brzuch mam minimalny..cóż jednak to prawda,że nerwy, łzy i łóżko potrafią z człowieka wyciągnąć wszystko..
Ogólnie mimo mojej niedyspozycji jestem najszczęśliwsza na świecie..dumna z Marcina i zakochana w małej:) Kocham ich obojga szczególnie kiedy patrzę na małą i widzę,że przez sen robi jej się ten sam grymas na buźce co tatusiowi:) Ale nie przeszkadza mi,że tylko dół ma po mnie:)
Spokojnego weekendu:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)