niedziela, 5 czerwca 2011

7 dni..:)

Tak bym chciała was zaskoczyć i zamiast pisać tyle poprostu zamieścić jedno zdanie,że jesteśmy zdrowe i fakt ten udowodnić zdjęciem małej..niestety puki co to fotka brzucha z 39tc. Ciągle nic nie zapowiada by coś miało się dziać..narazie wszyscy denerwują się bardziej niż ja. Jedyne co przypomina mi,że poród tuż tuż i że może mnie wziąść w każdej chwili to kilka razy na dzień twardnienie brzucha i lekkie bóle. Wczoraj było tak z 3 razy dziś troche więcej, zobaczymy czy z dnia na dzień liczba będzie się powiększać czy jutro znów wszystko ucichnie.
Jutro poniedziałek i wierzę,że zacznie wkońcu mi lecieć ten czas. W środę też mam egzamin na uczelni więc chyba pora się zmusić i pouczyć troche, jakieś ściągi zrobić i poszukać testów w sieci.
Ogólnie u nas panika bo w poniedziałek kiedy mam zgłosić się do szpitala przyjeżdża do Rybnia Bryan Adams na swój koncert. M się śmieje,że jak mnie zatrzymają to mam sobie wybrać łóżko blisko okna i zabrać lornetkę tak by nie tylko go słyszeć ale i zobaczyć. Ja tam w sumie się nie przejmuje bo fakt paraliż na mieście będzie napewno ale to nic..gorzej by było jakby pojawiły się nagle bóle. Puki co nie panikuje, muszę tylko sprawdzić plan które ulice zamknięte i gdzie ewentualnie można minąć całe te zamieszanie:)
Ogólnie u mnie ostatnio przezabawnie. Codzień przelatuje o tej samej porze bocian nad naszym domem. Ledwo wyjdę na podwórko a teściowie czy sąsiedzi pytają czy widziałam go i  czy przyniósł mi coś. Dziś spotkaliśmy się z panem boćkiem twarzą w dziub jak szukał czegoś w naszym ogrodzie ale nie wyglądał by był mną zainteresowany także chyba nie ma zamiaru nic zdziałać w mojej sprawie:) Może przychodzi do szwagierki albo sąsiadów?? heh:)
 Od dziś ciężki tydzień przedemną bo M znów do piątku same nocki. Ostatnio noce są coraz bardziej męczące dla mnie. Zaczełam wstawać raz do łazienki i mam wrażenie jakbym miała się udusić lub rozpuścić w nocy..tak mi duszno i ciepło. Otwarte okno i nie przykrywanie się nic nie daje..ciepło i już. Wogule jakoś tak z zasypianiem u mnie gorzej a jak był M to było mi raźniej..mogłam go chociaż zagadać o północy a tak to ciemno i cicho. Noo może nie do końca tak cicho bo te głupie burze. Niby fajnie nas mijają ale wystarczy,że w okolicy gdzieś grzmi a ja już oczy jak 5 złoty. Mam nadzieje,że Julitka wda się w tatę i nie będzie taką panikarą jak ja.
M ostatnio jest w fazie próby wyobrażenia sobie naszej córeczki. Obstawia czyje ma rączki, paluszki, stópki nosek itd. Na zdjęciu z usg stwierdził,że usta na 100% ma jego i nawet nie da sobie przegadać że mogłoby być inaczej..bo jak stwierdził to już jest bardziej jego córeczka niż moja..także pozostaje w tej sytuacji bez słów..niech sobie pogada:)
Pozdrawiam:):)

piątek, 3 czerwca 2011

10 dni..

Noo i zostało nam już tylko albo aż 10 dni do zgłoszenia się do szpitala. Nie zakładam by mała zechciała pojawić się wśród nas wcześniej mimo, że wygląda jakby chciała wydostać się i górą i dołem i nawet pępkiem. Niestety na próbach się kończy bo puki co jeden jedyny alarm fałszywy miałam, teraz nawet żadnych skurczy nie mam. Także zobaczymy ale ja jeszcze spokojna jestem i dalej do mnie nie dochodzi,że coś może zacząć się dziać:)
Ogólnie to czuje się paskudnie. Wstaję rano i ciągle jestem zmęczona. Godziny lecą mi w żółwim tempie a ja wszystko robie na siłę. Dobrze,że przez ostatnie dni zdarza nam się obiady jeść u rodziców bo naprawdę nie chce mi się nic. Najpierw postanowiłam męczyć samą siebie i nie kłaść się w ciągu dnia..twierdziłam,że muszę to przezwyciężyć bo wkońcu przy dziecku też będe nieprzytomna ale dałam sobie spokój. Nic mi te męczenie się cały dzień nie pomaga..dziś zamierzam poleżakować i zobaczymy czy da mi to siłę na drugą połowę dnia. Jeśli nie to trudno..ale przynajmniej dni polecą mi szybciej:)
Niewiem jak to jest bo wszędzie piszą,że kobieta przed porodem dostaje zastrzyk energii i wszystko szykuje, przewraca na nowo cały dom..mi nawet o dziwo nie chce się otworzyć szafki małej by ułożyć wszystko od najmniejszego do największego by potem nie kombinować i nie przeoczyć jakiegoś ciuszka. Więc albo u mnie jest na odwrót albo poprostu do porod mam jeszcze baaardzo dużo czasu:)

U mnie wszyscy już spanikowani. Pamiętam ten czas kiedy bałam się powiedzieć światu o dziecku a teraz każdy kręci się wokół nas i zamartwia. Mama moja jak słyszy karetkę to teoretycznie wie,że nie zabierają do porodu ale mimo to dzwoni by sprawdzić co u mnie. Marcina rodzice zlatują do nas na dół kiedy coś mi głośniej stuknie, komórkę trzymią pod poduszką jakby miało się zacząć, Marcin załatwił już zaświadczenie ubezpieczenia z pracy żeby potem nie latać i nawet swoje klapki co ma do szpitala wozi w samochodzie:)
Martwię się trochę bo za tydzień w weekend moi rodzice wyjeżdżają do Niemiec na komunię kuzynki. Wracają we wtorek a ja w poniedziałek mam zgłosić się do szpitala. Wiem,że niewiele pomogli by mi w ten poniedziałek jakby mnie zostawili na oddziale ale jakoś tak dziwnie mi będzie pewnie z myślą,że są tak daleko. Nie chciałam jednak by rezygnowali bo wiem jak małej zależało na ich obecności a ja przecież mam jeszcze M:) Ten pociesza mnie,że im też nie będzie łatwo być tak daleko ale wkońcu wrócą i zobaczą małą:)
Ciągle z mężem próbujemy wyobrazić sobie jej buźkę,rączki,stópki..dosłownie wszystko. Chciałabym by znowu zaczeła mi się śnić ale ja zamiast jej mam jakieś pokręcone sny.
Czy się boje tego co mnie czeka? Jakoś nie..nie myślę o porodzie bo jest dla mnie abstrakcją, nie boje się opieki nad małą bo też wydaje mi się jakby nigdy z tego brzucha miała nie wyjść. Może jak zobacze i dotknę po raz piewszy to uwierzę..:) Nie boje się bólu bo także nie potrafię sobie go wyobrazić jedynie co to paraliżuje mnie kwestia pójścia do szpitala bo nigdy nie byłam i pewnie z niedzieli na poniedziałek bedę już spanikowana..bo co jak co ale szpital i te białe kitle wyobrazić potrafię sobie doskonale..:)

Udanego weekendu Wam życzę..ciepłego i bez tych paskudnych burz:) My z Marcinem i Tosią zamierzamy wynudzić się za wszystkie czasy:)