czwartek, 9 lutego 2012

Uwielbiam zwierzątka..

Kiedyś Julitka widząc psa zaczynała płakać i nawet kiedy znikł jej z pola widzenia była niespokojna tak jakby czuła, że ciągle jest blisko. Troche mnie to martwiło bo razem z M jesteśmy zakochani w zwierzętach i najchętniej mielibyśmy ich dużo w domu. Przykro mi było więc, że źle na nie reaguje..ale od pewnego czasu kiedy jedziemy do moich rodziców najważniejszy jest pies. Im jest bliżej tym lepiej. Simba szczeka, kicha czy poliże ją po nogach ta wybucha głośnym śmiechem. Tak samo reaguje na psy na ulicy, te w telewizji jak i na całą resztę zwierząt.
Poniżej filmik kiedy piesek bawi się obok.:):)


Aaa i od kilku dni Julitka pięknie mówi mama..i to nie w ciągu mamama tylko raz i tak jakby rozumiała, że to ja bo kiedy babcia zapyta- gdzie jest mama lala patrzy na mnie...poprostu miód na serduszko:D
Aaa tatuś namiętnie i do znudzenia powtarza jej tatata..chyba czuje się pokrzywdzony:):)

czwartek, 2 lutego 2012

Nadopiekuńczość??

Jeszcze troche i Julitka skończy 8 miesięcy czyli już całkiem spora dziewczynka a mi chyba ciągle się wydaje, że jest maleńka. Kiedyś wkurzało mnie gdy ktoś inny opiekował się małą, nawet kiedy zbyt długo trzymali ją na rękach. Ciągle myślałam, że mi minie..noo niestety jeszcze nie mineło. Do tej pory zostawiłam ją tylko raz..tydzień temu na godzinę mojej mamie a sama pojechałam do szkoły. Tam i spowrotem jechałam tak szybko by tylko wrócić jak najszybciej. Kiedy nie widzę jej coś się zemną dzieje..jakby ktoś urwał mi rękę. Być może to przez tą traumę na początku kiedy wylądowałam w szpitalu a ona w domu. Niby jest lepiej bo nie przeszkadza mi kiedy ktoś się z nią bawi ale pewnie dlatego, że gdzieś tam w zasięgu jestem. Do tej pory jednak nikt za mnie nie przebiera jej, nie karmi..uważam, że to jednak są obowiązki rodziców i nie powinno być to przyjemnością kogoś tam..nawet jeśli to dziadkowie. Teściowa co chwile zagaduje, że powinnam ją dać jej na góre ciekawe jakby się zachowywała. Ale ja tego nie rozumię. Po co ma tam iść? Co ma udowadniać i komu? Skoro jestem w domu i nic lepszego prócz opieki nad małą i sprzątaniem nie mam to po co zostawiać mam ją samą? Uważam, że wystarczająco dziadków zna, że jak skończy półtora roku (i pójdę do pracy)to sama będzie chciała spędzać z nimi czas a nie, że dam ją sama od siebie. Teściowa tego nie rozumi a mnie wkurza fakt bo zarówno ona jak i moja mama gdy tylko dorwą Julitkę to najchętniej nie wypuszczałyby ją z rąk. Mogłyby nosić nawet i godzinę a ta jest w niebowzięta..tyle że jak ich nie ma to Julitka znów wyciąga rączki i złość bo ja karze się bawić na podłodze. Wkurzająca jest też ich nadopiekuńczość. Ostatnio Julitka namiętnie z siadania przewraca sie w bok i na brzuszek po czym szaleje bo kombinuje jak tu zmienić pozycję a babcie lecą bo Julitka sobie krzywdę zrobi. Kiedy położy się na plecy i chce usiąść kusze ją by ćwiczyła sama wstawanie a te podnoszą ją uważając że jest jeszcze malutka. Tekst że malutka słysze od początku i do białej gorączki mnie doprowadza. I jak tu zostawić na dłużej?? Odrazu by zauważyła, że przy babciach nic nie musi robić i każde kwilenie oznacza że biegną na łeb na szyje. Ja rozumie że babcie, że to inna miłość ale bez przesady..same miały dzieci i same wiedzą jak podobne zachowania je wkurzały(ich słowa).
Na szczęście M jest po mojej stronie, kiedy ma wolne spędzamy czas we troje i to są najlepsze dla nas chwile bo puki co zgadzamy się we wszystkim i w kwesti babć też. Może jesteśmy strasznie nudni i dziwni ale nie tęskno nam za kinem czy innymi wypadami we dwoje. My wszędzie idziemy we troje..nawet do hipermarketów i choć czasem muszę jej zmieniać pampersy czy wozić stos zabawek to nic i tak jedziemy razem. A teksty babć, że w sklepach pełno zarazków to gdzieś ulatują..bo wszędzie z nami jest wiele osób ją zaczepia a jeszcze nawet nie miała kataru..więc ich gadanie obalone..wszystko zależy od odporności maluchów.
Problem tylko bo do czerwca muszę odrobić miesięczną praktykę i jak ja to zrobie jak mąż robi na różne zmiany..? Chyba osiwieje zanim ją oddam nadopiekuńczym babciom albo to ja przez swoją nadopiekuńczość dostanę do głowy.
Chyba, że po znajomości uda mi się załatwić praktykę bez odbywania jej..wkońcu właściciele restauracji do której chce iść to nasi sąsiedzi:):)